|
From:
'Waldek '
Sent: Saturday, October 22, 2005 10:20 AM
To: muezzi@muezzi.pl
Subject: prosba o rade
Szanowna
Pani Boguslawo!
Chcialbym skorzystac z Pani doswiadczenia z kotami, gdyz stanelismy przed
sytuacja, ktora nie wiemy jak rozwiazac.
Kiedys poradzila mi Pani, jak przekonac kotka do suchej karmy i porada
okazala sie bardzo skuteczna.
Obecnie stoimy przed nizej opisanym problemem:
nasz kot, Dexter - devon rex - 26.10.2005 skonczy 13 miesiecy. Od jakiegos
miesiaca rozpoczely sie problemy, ze siusia nie do kuwety, a w rozne miejsca
i nie wiemy, czy nam przez to cos sygnalizuje, czy jest to zwykle znaczenie
swoich miejsc. Rozpoczal od siusiania do terrarium zolwia oraz do donieczek
kwiatow. Zona po kontakcie z roznymi znajomymi zakupila wieksza kuwete
i inny zwirek. Sytuacja ustala na jakis czas.
Nie kastrowalismy Dextera, gdyz wyrosl na dosc ladnego kucura, bardzo
przypominajacego swojego ojca i jest, naszym zdaniem nawet od niego troszke
wiekszy. Widzelismy w miedzyczasie kotki devon rex z innych hodowli, ktore
daleko w rodowodzie mialy kotki, ktore przyjechaly na poczatku lat 90-ych
z Wloch i doszlismy do wniosku, ze tamte kotki sa niejako troche genetycznie
zdegradowane, najprawdopodobniej przez zbyt bliskie pokrewienstwo.
Dlatego nie zdecydowalismy sie wykastrowac Dextera, by zaczac go wystawiac
w imie utrwalenia rasy Devon Rex, a nie w celach zarobkowych.
Od jakis 2 tygodni Dexter zaczal znowu siusiac w dziwne miejsca - rozpoczal
od mojej nowej torby do laptopa - starą wykorzystywal jako miejsce do
spania, kiedy tylko wyjalem komputer z torby a ją zostawilem na kanapie.
Nasiusial do drukarki, na gazete, do nowej torby zony i w pare innych
miejsc.
Nie wiemy czy jest to zwykle znaczenie swojego terytorium, czy wynik jakiegos
innego zjawiska lub potrzeby.
Jak go obserwuje, obecnie czesto chodzi po mieszkaniu, w ktorym jest jedynym
zwierzeciem poza zolwiem i obwachuje wszystko. Kochamy Dextera i na pewno
ma u nas dobrze, z tym ze moze byc czasem z rana niedopieszczony z uwagi
na pospiech.
Pani Bogusiu, bede niezmiernie zobowiazany za Pani rade. Szkoda nam go
kastrowac, jesli to nie jest konieczne z dwoch wzgledow. Mozliwe, o ile
sie nie mylimy co do jego materialu genetycznego, ze moglby przysluzuc
sie swojej rasie. Ponadto, jestesmy w stanie zaakceptowac, ze siusia,
o ile bedziemy pewni, ze nie jest to wynikiem choroby, albo braku czegos.
Czy, jeslibysmy kupili mu wysterlizowana partnerke, moglo by to pomoc?
Z gory dziekuje za Pani rade.
pozdrawiam
Waldek
_______________________________________
-----
Original Message -----
From: Bogusława Czarnecka
To: 'Waldek'
Sent: Saturday, October 22, 2005 12:38 PM
Subject: RE: prosba o rade
Dzień
dobry!
Niestety, jest to typowy objaw dojrzewania kocura. Kocur po prostu wszystko
znaczy. Wszystko, co jest jeszcze nie zaznaczone jego zapachami a powinno
nosic jego zapachy. Również powtornie znaczy miejsca, gdzie juz wczesniej
sa jego zapachy, by zapach był bardziej intensywny.
Musicie sie Państwo zdecydowac na cos, ale... nie radze mieszkac z kotem,
ktory znaczy teren. Nawet Pan nie bedzie wiedział, kiedy "zaznaczy"
Panu wlasne spodnie, o czym Pan sie dopiero dowie "na kolacji na
wysokim szczeblu"... Po prosu jego natura jest taka, że zaniepokoi
kota czysty, świezy zapach czegos co powinno byc juz dawno jego. Obwąchiwanie
wszystkiego to sygnal, ze ten kot stale "tropi", czegos szuka,
cos mu sie stale nie podoba, jakies nowe zapachy, cos zastanwaiającego
i... w zwiazku z tym, to czego nie rozumie musi byc zaznaczone przez niego
... i jego problem zostaje rozwiazany! Kiedys nie zwracal uwagi na te
zapachy, powąchał, najwyżej zagrzebał cos niewidocznego łapka i polecial
dalej sie bawic. Teraz, te zapachy sa dla niego wielkim wyzwaniem i problemem!
Musi je rozwiązac!
Taka jest psychika kota, ktory w pewnym momencie zdecyduje, ze caly ten
teren jest jego i trzeba to wszystkim oznajmic i pokazac, by nie daj Boże
jakiś intruz nie osmielił sie tu pojawić. Mieszkanie z kotem, ktory znaczy
teren jest nie do wytrzymania. Idzie Pan do kuchni, nastawia cos na palnik
kuchni , zapala gaz i ... wszystko to co bylo w garnku musi Pan wyrzucic,
bo spalony przez ogien kuchenki mocz kota jest tak straszny, ze trudno
to wytrzymac, a przechodzi natychmiast do wszystkiego. Przez kilka dni
Pan tego nie wywietrzy. Kot znaczy teren wszedzie : na firanki, na drzwi,
na okno jak przez nie wyglada, na zeszyty dziecka, na tornister i na Pana
nową torbę od laptopa (stara juz jest nim przesiąknieta, wiec nie ma potrzeby
jej zaznaczac i się wysilać) ... wszystko jest dla niego wyzwaniem.
Czeka Pana i Pana rodzine wstyd nie do opanowania, bo nie tylko bedzie
cale mieszkanie śmierdzieć, ale również wszystko co w nim jest. Wszystkie
przedmioty, a szczegolnie ubrania, buty - bo wlasnie nie widział Pan i
przed wyjściem z domy stanął Pan na nie widocznych kropelkach moczu. Pan,
moze się do tego przyzwyczai przy malej wrażliwości na zapachy (smrody)
ale inni, wśród których Pan bedzie przebywac beda sie od Pana odsuwali....
Wszystko smierdzi, nie do wytrzymania.
Nie ma nic tak waznego w tej "genetyce kota" aby Panu zmarnowalo
to życie... bo do tego Pan zmierza.
Kot ten jest moze i ładny, ale genetycznie niestety spokrewniony prawie
z wiekszocia kotow w Polsce. Nic nie jest warte tego by Pana dzieci zostaly
okrzyczane przez rówieśników w szkole "śmierdzielami"... opinia
ta bedzie juz nie do odbudowania.
Jest jedna mala szansa na to by to jakos powstrzymac - ten kot powinien
siedziec tylko w jednym, jedynym pokoju i nigdzie nie wychodzic. Moze
wtedy przyzwyczai się do tego pokoju., uzna go za swoj i po jakim czasie
jak go dokumentnie "zaznaczy" przestanie tak czesto to robic.
Ale czy warto tak meczyc kota, ktory zreszta charakterem nie jest do tego
stworzony?
Moja rada:
Jezeli Pan chce miec spokoj w domu i rodzinie, czyste mieszkanie, "zapach
kwiatowy" to prosze niech go Pan wykastruje juz nawet dzisiaj!!!!
dokad nie nabierze nawykow., bo jezeli Pan bedzie z tym zwlekac a w jego
świadomości pozostanie potrzeba znaczenia terenu, i wtedy to nawet jak
go Pan w przyszłości wykastruje (a gwarantuje Panu, ze na pewno Pan to
zrobi!!! jezeli nie teraz to za jakis czas!!!!) to i tak jego nawyki moga
byc silniejsze od niego i pomimo kastracji i tak bedzie znaczyc w rozne
miejsca. Bo taka jest natura kota. Kocura nalezy wykastrowc przy pierwszych
objawach jego dojrzalosci, czy zauważonego znakowania terenu a jezeli
tego sie nie zauważy to najpozniej w wieku okolo roku zycia.
Ja zawsze mowie, że posiadania kocura w hodowli, ktory nie znaczy terenu
to nie jest zwykle posiadnie kocura - to jest Dar Bozy! Mnie sie udalo...
ale gdyby bylo inaczej to juz dawno te kocury pogubily by "klejnoty"
i szukala bym nastepne, byle by tylko nie "strzykaly".
Pan nie ma hodowli, ma Pan tylko kocura, nie potrzebuje Pan udostępniac
kocura dla "kasy", wiec niech Pan uszanuje nature kota, potraktuje
te kastracje jako jego wyzwolenie z problemow jakie mu Pan stworzyl, bo
to przez Pana ten kocur sie meczy.
To nie jest "okalecznie" kota, jak mysli wielu ludzi, szczególnie
mężczyzn, to jest dla kota wyzwolenie i ofiarowanie mu spokojnego zycia
w kochającej rodzinie.
To co teraz się zaczęło dziac, to tylko "początek". Potem zaczna
sie złośliwości, nerwice, a nawet agresja spowodowana niespełnieniem.
Jezeli jednak bedzie to "spełnienie" to jest to tylko na zasadzie
zachowania gatunku i zeby ten gatunek "bardziej zachowac" trzeba
intensywniej nawoływać kotki a wiec jeszcze bardziej znaczyc teren, bo
to zapach kocura je przywoluje do niego... Niektóre koty nie znacza terenu,
wystarcza im charakterystyczne ocieranie się o przedmioty i w ten sposob
zaznaczanie swojej obecności, ale inne po prostu robia to w bardziej demonstracyjny
sposob. Tak jak Pana kot. Kastracja kota ma również znaczenie dla jego
zdrowia nie tylko psychicznego (odzyskany spokoj) ale i fizycznego.
Kot kastrowany nie ma tak wielu stresow wiec i jest mniej podatny na choroby,
bardziej odporny, dłużej zyje... to jest udowodnione naukowo!
Zaspokajanie popędu seksualnego kocura kosztem wysterylizowanej kotki
w mojej opinii jest nieludzkie. Ten kocur moglby zameczyc tę biedna kocice.
Bylby to po prostu pospolity gwałt, bo kotki sterylizowane nie dopuszczaja
do siebie kocurow, ale... czesto nawet kocury nie interesuja sie kotkami
bez ruji wiec i ta opcja (poza sprawami moralnymi) na pewno nie przynioslaby
odczekiwanego efektu.
Zycze
podjecia rozsadnych decyzji...
Serdecznie
pozdrawiam
BC.
PS.
Temat ktory Pan poruszyl jest wyjatkowo wazny dla "nowoupieczonych"
właścicieli kocurków.
Czy pozwoli Pan na umieszczenie tej korespondencji na moim serwisie www.muezzi.pl
? Mysle, ze to otworzyloby oczy wielu posiadaczom kocurkow, ktorzy "nie
chca okaleczac" swojego kota? Moze ten problem, tak przeciez zywy
i nie wymyslony przeze mnie uswiadomi niektórym przynajmniej , ze kastracja
kocurow, które maja byc wyłącznie przyjacielami rodziny jest wrecz niezbedna.
_______________________________________
From:
Waldek
Sent: Saturday, October 22, 2005 7:37 PM
To: Bogusława Czarnecka
Subject: Re: prosba o rade
Pani
Bogusiu!
Dziekujemy za email i rady, ktore nam Pani przedstawila. Oczywiscie, ze
wyrazamy zgode na umieszczenie naszej korespondencji na Pani stronie www,
gdyz Pani strona jest dla nas skarbnica wiedzy i i sadze, ze powinno byc
jedno takie miejsce, jak Pani strona, gdzie mozna uzyskac wiarygodna informacje
od hodowcy z doswiadczeniem, a zarazem milosnika i przyjaciela kotow.
Doslemy zdjecia Dextera, jesli Pania interesuje inny brytyjski kot niz
BS.
Jesli najrozsadniej jest wykastrowac Dextera, czy moze Pani polecic weterynarza,
ktory specjalizuje sie w wykonywaniu takich zabiegow u kotow?
Z gory dziekujemy
Renata, Waldek, Marcin
p.s.
jak sie decydowalismy na kotka, myslelismy o kocurze british shorthair
- blue lub lilac. Potem zona zainteresowala sie Cornish Rexem z hodowli
z Trojmiasta, ale nie bylo mu pisane, by byc z nami. W zeszlym roku zobaczylismy
11-tygodniowego Dextera na wystawie w dawnym Towarzystwie Przyjazni Polsko-Radzieckiej
i byla to milosc od pierwszego wejrzenia.
Dexter jest z nami od 17.12.2004. Wazy ok. 4.05 kg, ma ladne "karakuly",
dlugie nogi i szyje, łebek i ogon zupelnie jak ojciec w jego wieku, uszy
z czarnymi "zakonczeniami". Mimo ponad 4 kg jest bardzo szczuply,
zwinny, skoczny i naszym zdaniem dosc rasowy, jesli wezmiemy pod uwage
cechy charakterystyczne dla rasy, dlatego - po wizycie u jego przodkow
ze strony matki, kiedy zobaczylismy male, slabo ondulowane kocurki i kotki
- myslelismy, ze moze nadawac sie na reproduktora.
________________________________________
-----
Original Message -----
From: Bogusława Czarnecka
To: 'Waldek'
Sent: Sunday, October 23, 2005 12:04 AM
Subject: RE: prosba o rade
Dzień
dobry!
Moje kocury zawsze kastruje u Pana doktora Salewicza. Ma przychodnię przy
ul. Nowogrodzkiej 8A wejście z bramy bliżej ul. Kruczej obok sklepu zoologicznego
. tel. 0-22 629 28 79 lub w lecznicy (przy domu, gdzie mieszka) w Wesołej
na ul. Moniuszki tel. 0-22 773 92 54. Proszę się powołać na mnie. I dziękuję
bardzo za zgodę na opublikowanie naszej korespondencji a o zdjęcie Dextera
bardzo proszę, przyda się przy tym temacie.
Serdecznie pozdrawiam i proszę się nie obawiać tej kastracji. Wszyscy
odzyskają spokój... szczególnie kocur...
Nawet Pan nie zdaje sobie sprawy jak ten Pana Przyjaciel będzie potem
szczęśliwy bez tych okrutnych problemów sexi... które nie tylko ludziom
rzucają się na rozum...
BC.
________________________________________
From: Waldek
Sent: Sunday, October 23, 2005 8:07 AM
To: Bogusława Czarnecka
Subject: Re: prosba o rade
Dzien
dobry!
Jeszcze raz uprzejmie dziekuje za rade. Skontaktuje sie z doktorem Salewiczem
i jesli bedzie to mozliwe zawioze kocurka jeszcze dzis.
pozdrawiam
waldek
|