!!! ...I
ZNOWU ZGASŁO JEDNO KOCIE ŻYCIE
Jest
cichy, ciepły, letni wieczór. W większości mieszkań są pootwierane okna
i balkony. Również i w tym mieszkaniu na 4-tym piętrze, w jednym z warszawskich
bloków jest otwarty balkon. Dwie kotki z zaciekawieniem obserwują "świat
nocą". Jak zawsze, od trzech lat... kiedy pan otworzy balkon.
BALKON - cudowne miejsce do obserwacji dla ciekawych kotów. Mrok,
dziwne odgłosy nocy i to, co najatrakcyjniejsze dla kota mającego punkt
obserwacyjny na balkonie: przelatujące różnych rozmarów ćmy, muchy i
chrabąszcze, garniące się do światła. Czasami zatrzepoce skrzydłami
zbudzony ptak...
Stało
się to "feralnego" dnia 13.07.2003 r. około godziny 22.00.
W tym właśnie czasie młody człowiek zaniepokoił się nieobecnością na
balkonie swojej trzyletniej kotki somalijskiej. Kochanego Rudzielca...
Natłok
myśli powoduje panikę w sercu młodego człowieka...
Jedna kotka jest, ale gdzie jego Izzy? Dlaczego jej nie ma na balkonie?!
Przecież przed chwilą jeszcze tam była, widział ją!
Strach
i rozpacz rozdarły mu serce. Zbiegł po schodach na ulicę nie czekając
na windę, żeby tylko być jak najszybciej pod balkonem.
Na trotuarze, obok parkującego samochodu, cała we krwi, leżała jego
ukochana Izzy wydobywając z siebie ciche, bolesne jęki. Ślady krwi widać
było również i na dachu samochodu.
Diagnoza
lekarska była przerażająca: skomplikowane złamanie trzech łapek, obrażenia
wewnętrzne, złamanie kręgosłupa, bezwład tylnych łapek świadczący o
prawdopodobnym uszkodzonym rdzeniu kręgowym, osłabiony wzrok z podejrzeniem
ślepoty... a dziwny atak wskazywał na uszkodzenie mózgu. To tylko pierwsze
oględziny zmasakrowanego ciałka.
Faktycznie,
sprawdziło się, koty zawsze spadają na cztery łapy...
Ileż
to razy słyszałam o wypadających kotach z balkonu czy z okna Ale nigdy
nie byłam tak blisko obok podobnego dramatu. Tym razem nieszczęsna Izzy
była z mojej hodowli. Była córeczką Funny'ego, tak podziwianego na kocich
imprezach za wręcz cudowny charakter oraz niespotykany, intensywny rudy
kolor fura. Izzy była kopią swego ojca pod każdym względem, dlatego
tak bardzo, z pełną wzajemnością, była kochana przez swojego opiekuna.
Wiem coś o tej kociej miłości...
Za
każdym razem, jak do nowych właścicieli odchodzą z mojej hodowli kociaki,
zawsze ostrzegam o niebezpieczeństwach czyhających na koty w niby bezpiecznych
dla nich mieszkaniach. Podkreślam wielokrotnie konieczność zabezpieczenia
okien moskitierą, a balkonu za pomocą gęstej siatki, tak, aby nie przecisnął
się przez nią kot. Część osób bardzo poważnie traktuje moje ostrzeżenia
i od razu zabiera się do stworzenia kotom bezpiecznych warunków w ich
własnych domach. Ale ta pozostała część, niestety większa?...
Niefrasobliwi
ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że kot naprawdę może spaść z balkonu.
Wiele osób ma kota po raz pierwszy w życiu i nie zna jego psychiki.
Dopiero przy dłuższym przebywaniu z kotem człowiek poznaje go bardzo
powoli, pod warunkiem jednak, że będzie kota traktować podmiotowo, ale
to może już być o jeden dzień za późno.
Kot, który wychodzi na balkon, albo wskakuje na parapet otwartego okna
traci w pewnym momencie strach przed przepaścią. Dla niego liczy się
tylko konieczność upolowania przelatującego obok niego wróbla czy ćmy.
Liczy się tylko sukces w polowaniu.
Takie zachowanie kota nazywa się "syndromem ptaka". Ileż to
razy obserwujemy swego kota, który przez zamknięte okno miauczy do ptaszka,
któremu trzęsie się bródka, a całe ciałko naprężone jest do granic wytrzymałości
i przygotowane do nagłego skoku.
I skoczyłby, gdyby nie było bezpiecznej szyby! Bo on musi upolować,
bo taka jest jego kocia natura...
Pamiętajmy
o tym, że balustrady balkonów, śliskie parapety najczęściej z tworzyw
sztucznych montowane ze spadkiem w przepaść, nie są przyjazne kotom.
Nic tu nie pomoże, w akcie rozpaczy, wyciągnięcie pazurków, tego kociego
wentylu bezpieczeństwa, aby zahaczyć się i podciągnąć, zamiast spaść
w przepaść. Śmierć zagląda w oczy przerażonemu kotu. Śmierć, którą ostatecznie
spotyka na trotuarze. Jeżeli już tak naprawdę nic nam się nie chce zrobić
dla bezpieczeństwa naszego kota, to choćby oplećmy balustradę balkonu
sznurkiem, żeby kot spadając miał w co wbić swoje pazurki.
Musimy jednak, przede wszystkim, uświadomić sobie fakt, że jeżeli decydujemy
się na posiadanie kota, to naszym OBOWIĄZKIEM jest stworzenie
mu bezpiecznych warunków do jego życia w naszym własnym domu. I nie
ma tu znaczenia, czy to jest drogi kot rasowy czy kot nierasowy kochający
nas całym swoim malutkim-ogromnym serduszkiem.
TO JEST ŻYCIE, ZA KTÓRE JESTEŚMY ODPOWIDZIALNI! Sumienie nie
da nam spokoju do końca naszych dni, bo będziemy czuć się zawsze winni
śmierci ukochanego kota. A ból po jego stracie będzie nie do zniesienia.
A
jeżeli serce nasze nie drgnie - to nie jesteśmy godni tego, by Go posiadać...
|
Dnia
13.07.2003 r. o godzinie 22.00
|
|
.zginęła
śmiercią tragiczną IZZY-
|
|
moje
Słoneczko,
|
|
trzyletnia
Kotka Somalijska sorrel.
|
|
Śpij
spokojnie IZZY- już Cię nie boli...
|
|
Twój
zrozpaczony Pan
|
|
|
...i
znowu zgasło Jedno Kocie Życie.
|
|
|
Bogusława
Czarnecka
Warszawa, dnia 14.07.2003
|
|
e-mail
z ostatniej chwili:
-----Original
Message-----
From: a.
Sent: Monday, July 21, 2003 11:34 AM
To: muezzi
Subject: kocurek
>Bogusiu,
> Nie mam już kocurka , o którym Ci mówilam. Jestem taka
> załamana, że mam ochotę zniknać z powierzchni ziemi! Wyobraź sobie,
że w
> zeszły czwartek wzięłam tego zwariowanego kocurka do mieszkania mojego
> chłopaka, żeby oddzielić go od pozostalych kotek, bo skakał na nie
i ciągle
> były jakieś wojny. Mój chłopak mieszka na 12-stym piętrze. Cynamon
(bo tak
> go nazwałam) wyszedł w sobotę na parapet, stracił rownowagę i spadł.
> Oczywiście się zabił. Mowię Ci, mam takie wyrzuty sumienia, że chyba
nigdy
> sobie tego nie daruję.
> Był taki śliczny i taki kochany, że mój chłopak, który twierdzi że
"nie
> przepada za kotami" po jednym dniu przebywania z nim powiedział,
że "nigdy
> nie pozwoli, żebym go komukolwiek oddała". On był jak czlowiek,
> przychodził na zawołanie, wskakiwał na kolana i lizał po buzi. Był
> niesamowity i stracił życie przez moją GŁUPOTĘ, NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ,
> NIEROZWAGĘ. Mogłam zabezpieczyć to okno, mogłam nie wołać go i nie
patrzeć
> na niego jak schodził z tego parapetu, to może by się nie zdekoncentrował
> i nie spadł, mogłam nie spanikować jak się ześlizgnął, tylko wołać
na dół do
> Krzyśka, żeby go łapał, czy coś.... Krzysiek był wtedy na dole koło
> naszego samochodu i Cynamon upadł prosto pod jego nogi.
>
> Mówię Ci, Bogusiu, nie jestem w stanie żyć, cały czas mam w pamięci
jego
> wzrok - jak patrzył na mnie ześlizgując się z tego parapetu, jak krzyczał
> spadając w dół, widzę go jak leży i krew cieknie mu z pyszczka, kiedy
> głaskałam go i płakałam nad nim na chodniku.
>
> P........ dwunaste piętro i moja głupota! Nigdy sobie tego nie podaruję.....
> a.

|
!!!....i
znowu zgasło Jedno Kocie Życie
|
Warszawa,
dnia 21.07.2003

|
Modlitwa
za kota
Wiersz
ten dedykuję Miśce, Buremu, Murzynkowi i innym, którzy odeszli.
Majorka
Panie
Boże, nie jestem aniołem
dziś niewielu jest takich na świecie,
może ci, co na ziemskim padole
pokochali zwierzęta i dzieci.
Panie
Boże, powiedziałeś "proście",
rzekłeś "proście, a będzie wam dane"
wiesz, że wczoraj po Tęczowym Moście
poszedł do Ciebie mój kot ukochany?
Panie
Boże, poznasz go z łatwością,
miał sierść jedwabistą, cztery łapki, ogon,
proszę o Panie, zawołaj go głośno,
bo miał w zwyczaju nie słuchać nikogo.
Panie
Boże, nie proszę dla siebie,
znajdź mu jakąś osobę przyjazną,
by głodny i smutny tam nie był, i żeby
mógł sobie przy kimś spokojnie zasnąć.
Panie
Boże, a gdy tak się stanie,
że i mnie kiedyś do siebie zawołasz,
pozwól mu proszę wyjść mi na spotkanie,
jeśli oczywiście zostanę aniołem.
|

Listy...
-----Original
Message-----
From: kociszewska@op.pl [mailto:kociszewska@op.pl]
Sent: Thursday, August 12, 2004 11:16 AM
To: muezzi@wp.pl
Subject: W trosce o kota |
|
Witam
serdecznie!
Będę
wdzięczna za odowiedź na ten list. Znalazłam tę stronę w poszukiwaniu
informacji o możliwościach zabezpieczania balkonów i okien przed ciekawskimi
świata kotami. Jestem właścicielką 5-cio miesięcznej burej kotki,
która dwa dni temu wypadła z mojego balkonu.
( mieszkam na poddaszu 5 piętro w starej, wysokiej kamienicy). Kotka
żyje, ale zawdzięcza to wyłącznie temu, że pod balkonem rośnie ogromne
drzewo, które zamortyzowało upadek. Po 24 godzinnej obserwacji w klinice
weterynaryjnej okazało się, że jedynym fizycznym urazem jest lekko
pęknięte podniebienie, którego nawet nie trzeba szyć i ogólne potłuczenia,
które bez wątpienia zagoją się, ale mnie dręczy pytanie: co z jej
psychiką, czy będzie pamiętać czy wspomina to wydarzenie, czy skoczy
ponownie jak tylko przestanie odczuwać fizyczny ból? Oczywiście zrobię
wszystko, aby nie znalazła się po drugiej stronie balkonowej barierki,
ale chciałaby wiedzieć czy takie wydarzenie pozostawia ślad w psychice
kota? Będę wdzięczna za odpowiedź. Katarzyna.
Moja
odpowiedź:
Dzień
dobry!
Bardzo smutne wydarzenie. Wielu ludzi mysli, że kot... ho, ho,to kot!
zwinny, bystry , i mądry, i nic mu się nie stanie. Mija rok, mija
drugi i piąty, człowiek nabiera 100%-towej pewności, przestaje być
czujny i... nagle dramat. Zapomina sie tu o jednym. W momencie "polowania"
na ptaka, muchę, czy motyla latającego w zasięgu jego łapki, koty
te tracą całkowice instynkt samozachowawczy. Nazywa się to "syndromem
ptaka" . Nie pamietają, że tam dalej jest przepaść. Często parapety
są bardzo śliskie a koty mają przycięte pazurki. Po prostu nie mają
szans...
Świetną acz niemożliwą opcją byłyby parapety obite grubym materiałem
a wszelkie balustrady owinięte grubym sznurem. Oczywiście, zdałoby
to rezultat gdyby kot miał długie, ostre pazurki... co też najczęściej
jest nie do spełnienia.
W takich dramatycznych chwilach kot wysuwa swoje pazurki i w ten sposób
ratuje sobie życie. Niestety, koty trzymane w naszych mieszkaniach
nawet nie mogą w ten sposób się wyratować.
Pyta Pani o uszczerbek na psychice kotki spowodowane tym dramatycznym
wydarzeniem.
Przez jakiś czas prawdopodobnie będzie uraz, może być - ale nie
musi. To wszystko tak szybko się stalo, że kot nawet nie zdążył
zorientować się co się stalo. Instynkt łowcy będzie
jednak zawsze silniejszy w tym przypadku niż niezrozumiałe dla kota
wydarzenie.
Proszę więc uważać, mając to wszystko na uwadze. BC.
Ta
kotka miała szczęście...
|
|
-----Original
Message-----
From: kociszewska@op.pl [mailto:kociszewska@op.pl]
Sent: Friday, August 13, 2004 2:09 AM
To: MUEZZI-Hodowla Kotów Brytyjskich Krótkowlosych
Subject: Re: RE: W trosce o kota
Witam!
Bardzo dziękuję za odpowiedź, zdążyłam już przejrzeć wiele stron na
temat kotów i ich zachowań, wiem teraz, że to w moich rękach leży
bezpieczeństwo mojego kota i z pewnością dopilnuję, żeby nie spotkało
jej po raz drugi jakiekolwiek nieszczęście. Pozdrawiam. Katarzyna.
|
-----Original
Message-----
From: Szymczuk, Renata [mailto:renata.szymczuk@citigroup.com]
Sent: Thursday, November 27, 2003 3:23 PM
To: muezzi@wp.pl
Subject: |
Witam
serdecznie!
Czasami odwiedzam Pani stronę internetową. Dziś przeczytałam informację
dotyczącą tragicznej śmierci kotki Izzy. Ja sama rownież jestem posiadaczką
5-miesięcznej kotki bardzo ciekawej świata. Mieszkam na trzecim piętrze
w warszawskiej kamienicy i choć nie mam balkonu to jednak pod moimi
oknami jest beton i w razie niebezpieczeństwa brak jest szans na przeżycie
dla mojej kotki. Właśnie dlatego zamontowałam moskitiery. Owszem moja
kotka jest bardzo tym faktem zirytowana ale ostatecznie może się pobawić
zabawkami w domu. Jestm całym sercem z Panią i dziękuję za tą informację
bo choć jest ona bardzo wstrząsająca to jednak jest przestrogą dla tych,
którzy kotki już mają i dla tych, którzy chcieli by je mieć.
Bardzo
serdecznie pozdrawiam
Renata
|
|
-----Original
Message-----
From: reju89@gazeta.pl [mailto:reju89@gazeta.pl]
Sent: Friday, August 08, 2003 5:14 PM
To: muezzi@wp.pl
Subject:
|
|
Chcę
Pani podziękować za ten tekst na Pani stronie o tych kotach
wyskakujących z balkonów. Jest to wstrząsające, ale przemawiające
do
rozumu. U mnie też tak było: tłumaczyłem mamie,
że jak Tati siedzi
na balkonie nawet razem z nią, to i tak może wyskoczyć jak zobaczy
muchę
bo będzie chciała się z nią bawić i ją złapać. Jak mamie przesłałem
link i przeczytała, to napisała mi, że już nigdy nie pozwoli wejść
kotu chociaż jedną łapą na balkon. - Daniel
Mój
komentarz:
| Dziękuję
Ci Danielu za ten list! Będziesz wspanialym hodowcą, ponieważ
już teraz, w tak młodym wieku bardzo dobrze rozumiesz psychikę
kotów. Na pewno uratowałeś życie swojej kotce. A może będziesz
hodowcą i weterynarzem? Specjalistą od kotów? |
| Tati
i komentarz Daniela o kotce jest na stronie Koty
z Muezzi |
|
|
-----Original
Message-----
From: Maciej R.
Sent: Tuesday, July 22, 2003 10:35 AM
To: muezzi
Subject: Artykuł
|
Pani
Bogusiu.
Przeczytałem zapowiadany wczoraj przez Panią artykuł. To przykre ale
niekiedy
nierozwaga i brak przewidywania może zakończyć się tragicznie. Z drugiej
jednak strony trochę bym usprawiedliwiał opisane przypadki. W świadomości
ludzi kot jako pojęcie łączy się z cichym stąpaniem , mlekiem , futerkiem
no i oczywiście dachami. To z ich karkołomnych wycieczek na szczyty
domostw powstało pojęcie "dachowca". Fenomenalne wręcz poczucie
równowagi opisywane w wielu publikacjach może stępić czujność. Bo
czy kot może z czegoś wogóle spaść ? to tak jak by się ryba utopiła.
Jednak może. Niestety, matka natura
raz po raz upomina się o swoje żyjątka , także i po nas ludzi. Lepiej
jednak gdy dzieje się to na drodze naturalnej niż w wyniku tragicznego
wypadku.
Pozdrawiam z rozpadanego Kalisza
Maciek R. |
|
|
BEZPIECZNY
BALKON DLA KOTA......
|
|